zalacznik.Po udanym maratonie w Jerozolimie, gdzie ukończyłem ten prawdziwie „górski bieg”, postanowiłem wykorzystać wiosenny okres, aby przebiec następny maraton. Od Aten, wstąpiła we mnie prawdziwa chęć biegania królewskiego dystansu. Nie wynikała ona oczywiście z wyjątkowych osiągnięć sportowych, ale uwierzyłem, że ten długi dystans sprawia mi trochę radości i piękne miejsca, które odwiedzam, rekompensują mi tygodnie przygotowań. Połączenie biegania ze zwiedzaniem jest genialnym rozwiązaniem dla osób posiadających te dwie pasje, jest także możliwym kompromisem dla rodziny i przyjaciół, nie każdy przecież lubi biegać. Innym problemem jest łączenie pasji z normalnym życiem, które wymaga wielu wysiłków, wyrzeczeń i kompromisów, przede wszystkim ze sobą i najbliższymi. Samo zgłoszenie udziału w maratonie działa na mnie niezwykle mobilizująco i pozwala lepiej organizować życie osobiste i zawodowe pod kątem przygotowań.

mapa cm 03032016profil 15 pzu cmOczywiście jest kilka barier, które ograniczają zasięg moich podróży biegowo-turystycznych. Najważniejsza z nich jest kasa, później ilość urlopu oraz warunki atmosferyczne w czasie przygotowań.  Mam także wrażenie, które mnie prześladuje, że mam mniej czasu, ponieważ we wrześniu skończę 51 lat, a tyle jest maratonów do przebiegnięcia. Czasami żałuje, że ta moja pasja nie zakwitła wcześniej. Biegam od 3 lat, wpisałem się w panującą modę na aktywność, mimo że, nie byłem ani gruby, ani mało sprawny, po prostu znudziła mi się siłownia i postanowiłem dzięki akcji „Biegam, bo lubię” sprawdzić się w tej dyscyplinie. Spróbowałem… i spodobało mi się.

Mocno odbiegłem od tematu, miałem przecież pisać o maratonie w Krakowie. Z tym krakowskim maratonem mam swoje osobiste porachunki, dwa lata wcześniej podjąłem próbę jego przebiegnięcia, która skończyła się porażką. Będąc świeżo po maratonie warszawskim (jesienią) i po pół roku biegania ogółem, zrobiłem jak na debiut, bardzo dobry wynik: 3.31.45. Maraton w Krakowie, choć warunki przygotowawcze były trudniejsze, bo zawsze po zimie trudniej się przygotować, postanowiłem przebiec: 3.15. Okres, choć nie za długi, przepracowałem dobrze. Wydawało mi się, że jestem dobrze przygotowany. Sama trasa maratonu była zmieniona w ostatniej chwili, ponieważ zalane zostały przez Wisłę, bulwary wiślane. Nowa trasa najeżona wieloma nawrotami, zwężeniami, ciągłą zmianą nawierzchni: od kostki brukowej, przez kostkę chodnikową po asfalt, nie ułatwiała zadania. Pogoda także nie sprzyjała biegaczom: bardzo zmienna, wietrzna, zakończona deszczem burzowym. Biegło mi się dobrze, trzymałem się pacemakera (3.15) do 34 km. Później nagle całkiem mnie odcięło, zszedłem z trasy, pomoc medyczna odradziła mi kontynuowanie biegu. Przeszarżowałem wtedy, teraz na każdym maratonie pilnuję, żeby słuchać swojego organizmu i nie przesadzać. Po tym przykrym doświadczeniu na prawie 1,5 roku zrezygnowałem z biegania maratonów, biegając krótsze dystanse.

20160515_08192120160515_08174020160515_081631

Po ukończonym wczesną wiosną maratonie w Jerozolimie, szukałem jeszcze jednego biegu na królewskim dystansie, aby sprawdzić się, na normalnej, płaskiej trasie. Wybór padł na maraton w Krakowie, który w tym roku odbywał się trochę później niż zwykle, bo dopiero 15 maja 2016 roku. Miałem ponad półtora miesiąca na przygotowanie się. Biegałem, ale tak na trochę na żywioł, zabrakło mi porządnie rozpisanego planu treningowego, wierząc, że jeżeli maraton w Jerozolimie, ukończyłem z czasem 3.42.38, to w Krakowie, bez trudu złamię: 3.30.

Nieubłaganie zbliżał się termin startu, postanowiłem dojechać do Krakowa rano samochodem. Moje plany przyjazdu dzień wcześniej, nie powiodły się, ze względu na obowiązki służbowe. Pakiet startowy odebrał mój syn, który został po ukończeniu studiów w Krakowie. Wydawanie pakietów startowych odbywało się w Biurze Zawodów, które mieściło się pod trybuną wschodnią Stadionu Miejskiego im. H. Reymana (Stadion Wisły) przy ul. Reymonta 20. Biuro czynne w dniach: 12.05.2016 r. w godzinach 15:00-21:00, 13.05.2016 r. w godzinach 15:00-21:00 oraz 14.05.2016 r. w godzinach 10:00-20:00. Odbiór pakietu odbył się bez kolejek i problemów.

20160515_08132920160515_08073320160515_081146

Wjeżdżając w dniu maratonu do Krakowa, odebrałem pakiet startowy od syna i dojechałem jak najbliżej Rynku, znajdując parking niedaleko od Barbakanu. W Krakowie było dość chłodno, chłód był potęgowany, zimnym, przeszywającym wiatrem. Strój biegowy założyłem jeszcze w domu, oprócz butów i koszulki. Na parkingu w Krakowie założyłem przygotowaną koszulkę,  z przypiętym wcześniej numerem startowym: 5153 oraz włożyłem na nogi buty biegowe. Na to wszystko ubrałem lekką kurtkę i biegowe leginsy, miałem też cienką czapkę, to sprawiło u mnie duży komfort termiczny. Te kilkaset metrów dzielących mnie od linii startu i miasteczka biegowego, usytuowanego obok Sukiennic, na krakowskim Rynku, przemierzyłem w gronie kolorowego tłumu biegaczy. Na samej płycie, nie było jeszcze zbyt wielu biegaczy, bo do startu pozostało ok. 1,5 godziny. Obszedłem Rynek, robiąc trochę zdjęć komórką i udałem się do miasteczka biegowego, złożonego z dwóch ogromnych namiotów i dwóch rzędów, dość ciasno postawionych przenośnych toalet. Wejście do strefy biegacza było z obu stron miasteczka biegowego, za okazaniem numerów startowych, niestety część biegaczy próbowała wprowadzić swoich najbliższych, co powodowało korkowanie się tych wąskich przejść. To był jeden mankament tego miejsca, drugi to ustawienie długiego szeregu toalet naprzeciwko siebie i zorganizowanie wejścia, tylko z jednej strony tego wąskiego „korytarza” i to jeszcze na wprost od wejścia do strefy biegacza, które dodatkowo korkowało ruch w tej części. W samym miasteczku biegowym, pomiędzy namiotami było trochę więcej miejsca, ale tam z kolei brakowało ławek, które ułatwiałyby przebranie się. Pierwszy namiot służył, jako depozyt, po wejściu do niego rząd stolików oddzielał część przeznaczoną na magazyn rzeczy od biegaczy. Do stolików przyklejone były czytelne kartki z przedziałami numerów startowych, co 200. Liczni wolontariusze sprawnie odbierali przekazywane torby, układając je wzdłuż stolików. W pakiecie startowym były przygotowane czarne spore worki oraz naklejki z numerami odpowiadającym numerowi startowemu. Jako przebieralnia służył drugi namiot, tam ustawionych było kilka rzędów ławek, w większości już zajętych przez biegaczy. W namiocie nie było za wiele miejsca, ale było stanowczo cieplej niż na zewnątrz. Powiem szczerze, że krakowski Rynek jest fajnym widowiskowym miejscem, ale średnio wygodnym dla biegaczy. Mała strefa biegacza, utrudniony dostęp do toalet, brak miejsca na rozgrzewkę i duży problem, aby dotrzeć do swojej strefy startowej. Przy 5-6 tysiącach biegaczy jakoś się to udaje, ale nie wyobrażam sobie tam 57387ff559309_o,size,933x0,q,70,h,dac363większej ich liczby.

20160515_084826573880004d153_o,size,933x0,q,70,h,38d38120160515_084746Godzina startu zbliżała się nieubłaganie. Znalazłem trochę miejsca przy ścianie namiotu, gdzie mogłem zdjąć wierzchnie ubranie. Moje rzeczy złożone w czarnym worku, z naklejonym numerem, zaniosłem do depozytu, gdzie zostałem bardzo sprawnie obsłużony przez wolontariuszy, nie tracąc ani minuty. Mogłem spokojnie pomyśleć o lekkiej rozgrzewce, bardziej z powodu zimna niż potrzeby startowej. Przeciskając się pomiędzy biegaczami a kibicami, próbowałem się trochę rozgrzać, została jeszcze wizyta w toalecie, która przy tych tłumach zajmuje sporo czasu. W miarę rozgrzany przeciskam się do swojej strefy startowej, jest tutaj bardzo ciasno. Strefa startowa oddzielona jest z dwóch stron barierkami, aby szybciej przedostać się do właściwej, opuszczam ją i przechodzę między kibicami, bliżej mojej strefy. Zostały sekundy do startu, słyszę w oddali sygnał trąbki z Wieży Mariackiej, który uwalnia tłum biegaczy. Ruszyli maratończycy, bieg bardzo powoli się rozpędza, bo na trasie panuje duży ścisk.  Na Rynku i ul. Grodzkiej mnóstwo kibiców, przekazujących biegaczom pozytywną energię, która z pewnością się przyda. Dopiero po kilometrze maratonu można w miarę komfortowych warunkach biegać, realizując swoje założenia taktyczne. Trasa krakowskiego maratonu jest dość trudna, nie chodzi tylko o różnorodną nawierzchnię, ale też ciągłe przejścia z ulic na chodniki, bulwary wiślane, mosty. Jednak największym mankamentem tego maratonu jest szerokość wytyczonej trasy, która tylko na alejach daje pełny komfort biegania. Najwęższe odcinki maratonu są na bulwarach wiślanych i tam nie jest fajnie.

Część biegaczy, ja też się do nich zaliczam, korzysta z pomocy pacemakerów. W pobliżu nich jest zawsze zwiększona liczba biegaczy, przez to na tych wąskich odcinkach było bardzo ciasno, powodowało to dyskomfort i wytrącało z rytmu biegowego. Tam też, niestety były posadowione jedno czy dwa stanowiska z wodą i izotonikami. Ścisk w tym miejscu był niemiłosierny. Myślę, że Kraków stać na inną bardziej komfortową trasę, niekoniecznie podwójną pętlę, wtedy do Krakowa zawita dużo większa liczba biegaczy, bo miasto jest tego warte. Kraków jest jednym z najpiękniejszych miast w Europie, mógłby stać się w tej części starego kontynentu prawdziwą mekką biegową na miarę Budapesztu, Wiednia czy Pragi.

Pogoda dopisuje, jest tak w sam raz, ani dużo słońca, ani za ciepło, może tylko od czasu do czasu przeszkadzają mocne podmuchy wiatru. Biegnie mi się bardzo dobrze, nie mogę utrzymać tempa na 5 min/km, biegnę szybciej, gdzieś 4.45 min/km. Wiem, że to jest za szybko, ale nic nie mogę zrobić. Z Al. Krasickiego wbiegamy na chodnik wokół Błoni Krakowskich, tu także jest miejscami spory doping kibiców i zespołów muzycznych, głównie DJ-ów. Co kilka kilometrów rytmiczna muzyka, pobudza do jeszcze większego wysiłku. Przede mną biegnie chłopak w koszulce z biegu w Lizbonie, a to jest mój najbliższy jesienny cel maratoński. Okazało się, że biegł półmaraton w Lizbonie, jesienią zeszłego roku, a dwa tygodnie przed biegiem w Krakowie, uczestniczył ze swoja ciężarną żoną w biegu górskim na Maderze. Dzięki niemu, następne kilka kilometrów biegu, upłynęło mi przy miłej pogawędce.  Trasa maratonu wróciła na Al. Krasickiego, później Most Dębnicki, skręcając w prawo w stronę Wisły, biegniemy Bulwarem Podolskim, w tym miejscu chyba jest najciaśniej. Poza tym, wszystko działa bez zarzutu. Wystarczająca jest ilość punktów z wodą i izotonikami, które dodatkowo zabezpieczone były słodyczami, owocami, nawet żelami energetycznymi. Bardzo duża liczba wolontariuszy obsługująca te stanowiska robi wrażenie, praktycznie każdy biegacz dostawał do rąk wodę czy izotoniki i to w papierowych wygodnych kubkach. Spora liczba (bo podwójna pętla) miejsc z muzyką,  głównie DJ-ów, ale są też zespoły i wokaliści. Największe wrażenie zrobiły na mnie dwie śpiewające dziewczyny, które niezwykle ekspresyjnie wykonywały światowe covery. Później trasa biegnie ślimakiem na Most Kotlarski, tutaj po raz drugi przekraczam Wisłę, później ul. Kotlarska, Rondo Grzegórzeckie i najbardziej monotonna część trasy, Al. Pokoju. Ten odcinek ciągnie się aż do Tauron Areny, gdzie jest nawrotka. Zaletą pętli jest możliwość kibicowania najlepszym biegaczom, głównie Kenijczykom, których można podziwiać w akcji. Sama Tauron Arena robi duże wrażenie, mogłem ją także podziwiać od środka, w zeszłym roku, na pokazowym meczu piłki ręcznej: Vive Kielce – PSG. Po nawrotce trasa ponownie biegnie Al. Pokoju, przez Rondo Grzegórzeckie i ul. Podgórską na Bulwary Wiślane, później ul. Podzamcze i Powiśle, które oznaczają koniec pierwszej pętli i początek drugiej. W tym miejscu jest sporo mieszkańców, którzy kibicują każdemu biegaczowi, starając się mocnym dopingiem i transparentami pobudzić biegaczy do jeszcze większego wysiłku. Te pierwsze 21 km pokonałem bez trudu, mając kilkuminutowy zapas na 3.30. Pierwsza pętla jednak dała mi się we znaki i czułem, że następne 21 km, nie będzie już takie łatwe i przyjemne. Moje obawy się potwierdziły, nie miałem już takiej dynamiki i przyjemności jak na pierwszej pętli, coraz bardziej dawały mi się we znaki trudy kolejnych pokonywanych kilometrów. Najbardziej zapamiętałem monotonny odcinek na Al. Pokoju, gdzie jeszcze słońce potęgowało uczucie zmęczenia i gdzie kilka karetek pogotowia zabierało z trasy uczestników maratonu. To w tym miejscu mocno zwolniłem tempo. Później nawrotka przy Tauron Arenie i moja kilkuminutowa przewaga na 3.30, zmalała do zera. Próbowałem się podłączyć pod ostatniego pacemakera, biegnącego z balonikiem na 3,30, ale po dwóch – trzech kilometrach musiałem się poddać. Moje nogi  były już bardzo zmęczone i nie mogłem wykrzesać więcej energii. Teraz w głowie jedna myśl, nie patrz na zegarek, tylko spokojnie do mety, nie zostało już dużo, może 5-6 km. Dasz radę, przecież wynik nie jest najważniejszy. Mam zawsze problem z rozegraniem taktycznym maratonu,  pierwszą połówkę biegnę zawsze za szybko, tak było w Atenach, Jerozolimie i jest teraz w Krakowie, później mi brakuje już sił na ostatnie 10 -15 km. Zawsze obiecuję sobie, że podejdę bardziej profesjonalnie do treningu, wtedy może uporam się z męczarniami w końcówce trasy. Biegnę, zostało kilka ostatnich kilometrów do mety, każdy odcinek, mimo dopingu ciągnie się bardzo długo. Już Wawel się wyłonił się po prawej stronie, teraz lekko pod górę: ul. Podzamcze, Św. Idziego i Grodzka. Wszędzie słychać niesamowity doping, którego echa odbijają się od murów starego miasta i kamiennych ulic. Próbuję się dać unieść temu dopingowi.  Usiłuję jeszcze wykrzesać z organizmu ostatnie rezerwy sił i zmienić grymas na mojej twarzy, zastąpić go uśmiechem. Nie jest łatwo, ale się to udaje. Ulica Grodzka, przechodzi w Rynek, widać już metę maratonu, próbuję ten odcinek przebiec szybszym tempem, udaje mi się to tylko połowicznie, przebiegam wreszcie linię mety. Dziwne, ale nie zauważyłem zegara przy mecie, dobrze, że mam własny. Zatrzymuje mój stoper: 3.36.38. Wynik daleki od oczekiwań, ale i tak jestem szczęśliwy, że ukończyłem kolejny maraton. Maraton szczególny, z którym miałem swoje osobiste porachunki. Medal ląduje na mojej szyi, wolontariusz zakłada mi na plecy aluminiową płachtę, chroniącą ciało przed wychłodzeniem, dostaję w rękę wodę wraz z reklamówką pełną słodyczy, owoców i izotoników. Powoli przemieszczam się w stronę namiotów, miasteczka biegowego, gdzie spokojnie mogę konsumować otrzymane produkty i odpocząć. Jestem bardzo zmęczony, ale tez bardzo szczęśliwy, endorfiny widać działają.

Wyniki 15 PZU Cracovia Maraton: czas: 3.36.42 miejsce open: 1288,  wśród mężczyzn miejsce: 1226, kategoria wiekowa M50 miejsce: 100.

20160517_125502Maraton w Krakowie w 2016 roku ukończyło 5551 biegaczy (ze zgłoszonych 7225 oraz odebranych 6030 pakietów), co jest nowym rekordem frekwencji w krakowskim maratonie. W 2015 było to 4577 uczestników.

zdjęcia: Piotr Dasios