Emblem_of_Israel.svgNieubłaganie zbliżał się termin wylotu do Izraela, zabrakło mi czasu na dobre przygotowanie biegowe do maratonu. Mimo łagodnej zimy, nie udało mi się całkowicie zrealizować planu treningowego, aura ciągle płatała figle i przeszkadzała w przygotowaniach.  Szczególnie mało zrealizowałem długich wybiegań, poświęcając więcej czasu sile biegowej.

W podróży do Izraela, towarzyszą mi moja partnerka i para przyjaciół, małżeństwo, którzy nie są fanami biegania, ale postanowili wykorzystać okazję do zwiedzenia Izraela. Wylot z lotniska Chopina w Warszawie do Tel Awiwu zaplanowany był na godz. 15.20, 15 marca 2016 r. Podróż samochodem do Warszawy przebiegła bezproblemowo, odstawiliśmy samochód na parking, skąd bus odstawił nas w pobliże hali odlotów warszawskiego lotniska. Szybko znaleźliśmy odprawę bagażową do Tel Awiwu, ta i następne: paszportowa i bezpieczeństwa przebiegły bardzo sprawnie. Czekając przy naszej bramce do samolotu, obserwuje ludzi, wypatrując biegaczy udających się na maraton, niestety, nie udaje mi się nikogo wychwycić. W samolocie towarzyszyć nam będzie kilku ortodoksyjnych Żydów i kolorowy tłum ludzi z różnych krajów. Jest oczywiście sporo rodaków. Samolot nie ma opóźnienia, pół godziny przed planowanym odlotem obsługa otwiera bramki i można się ustawiać do ostatniej kontroli naszych kart pokładowych i paszportów. Wygodnym rękawem przechodzimy do samolotu, dwaj uśmiechnięci stewardzi sprawnie wskazują nam nasze miejsca. Szybko umieszczamy bagaże w schowku nad naszymi głowami, zapinamy pasy bezpieczeństwa i oczekujemy na start samolotu. W naszym rzędzie przy oknie siedział starszy mężczyzna, o żydowskich rysach, dzięki niemu czterogodzinny lot minął bardzo przyjemnie. Miał na imię Odded, jest Izraelczykiem, jego rodzice, Polscy Żydzi przywędrowali do Palestyny z armią Andersa i zostali budować nową ojczyznę. Odedd większość życia spędził w Tel Awiwie, miał rodzinę, później poznał Polkę, rozwiódł się i przeniósł się do Polski, gdzie mieszka od kilku lat. Moja partnerka, mocno zaangażowana w rozmowę, dowiedziała się wielu ciekawych rzeczy o Izraelu, jego kuchni, produktach i zwyczajach. Pozdrawiamy go serdecznie.

DSC01277Lot dobiega końca, w okienku samolotu pojawiają się migocące na falach statki na redzie portu oraz oświetlone budynki Tel Awiwu, samolot musi przelecieć nad miastem, ponieważ lotnisko znajduje się ok. 18 km w głąb lądu, pomiędzy Tel Awiwem a Jerozolimą. Warszawa żegnała nas deszczową i wietrzną pogodą, izraelskie prognozy pogody także nie były optymistyczne, szczególnie dla Jerozolimy. Lądowanie airbusa przebiegło sprawnie i łagodnie, samolot rozpoczął kołowanie w kierunku terminalu portu lotniczego im. Davida Ben Guriona. Opuszczamy samolot rękawem, po kilku minutach znaleźliśmy się w strefie kontroli paszportowej, podzielonej na oddzielne przejścia dla Izraelczyków i dla cudzoziemców. W ciągu dosłownie kilku minut byliśmy już przy okienku, oficer służby granicznej poprosił nas o paszporty i zapytał o cel wizyty w Izraelu. Gdy powiedziałem, że przyjechałem przebiec maraton w Jerozolimie, uśmiechnął się i życzył szczęścia. Po chwili wręczył nam wizy izraelskie umieszczone na oddzielnych kartonikach. Brak pieczątek izraelskich w paszporcie, ułatwi ewentualny wjazd do niektórych krajów arabskich.

lotnisko ben gurionlotnisko tel awiwlotnisko -drogiZ bagażami przechodzimy przez zielone przejście: nic do oclenia i jesteśmy już w Izraelu. Lotnisko w Tel Awiwie robi wrażenie: przestronne, ogromne hale, bogaty wystrój, reasumując nowoczesne światowe lotnisko (zdjęcia powyżej) .Zrobiło się już dość późno, czeka nas jeszcze droga do Jerozolimy, a wcześniej musimy odebrać samochód, który zarezerwowaliśmy jeszcze w Polsce. Szybko lokalizujemy biuro firmy Hertz. Miła młoda dziewczyna o ciemnej karnacji skóry szybko odnajduje naszą rezerwację, dopełniamy formalności, wreszcie kluczyki do samochodu wraz z kodem do alarmu trafiają do naszych rąk. Samochód znajduje się na parkingu należącym do wypożyczalni, po małych poszukiwaniach udaje nam się go odnaleźć. Jest to biała Kia Rio. Samochód, choć prawie nowy ma kilka zadrapań, więc robimy zdjęcia i z powrotem udajemy się do biura Hertza. Pani spojrzała na zdjęcia i pokazała nam schemat zewnętrzny samochodu z naniesionymi zadrapaniami. Wszystko się zgadzało, mogliśmy spokojnie wrócić do samochodu i odjechać. W korytarzach do parkingów prowadzone są wyrywkowe kontrole bezpieczeństwa, sprawdzane są dokumenty i bagaże. Ten widok będzie nam towarzyszył przez cały pobyt w Izraelu. Samochód okazał się automatem i był to debiut naszego kolegi za kierownicą samochodu z automatyczną skrzynią biegów…

izrael - drogiDSC01284DSC01286Szybko udało nam się wydostać z lotniska, wszystkie drogi prowadziły w kierunku dużego ronda, skąd odnajdujemy zjazd w kierunku Jerozolimy, czyli drogę nr 1. Izrael ma świetne drogi i autostrady, to się potwierdziło także później. Są one dobrze oznakowane w trzej językach, przynajmniej po dwa pasy ruchu w każdym kierunku. Kraj będący w permanentnym zagrożeniu wojennym ma świetną infrastrukturę komunikacyjną.

Od Jerozolimy dzieli nas ok. 50 km, bardzo szybko zbliżamy się do miasta. Jest już dość późno, droga zaczyna powoli się piąć w górę, zwiększa się także ruch i rozpoczynają się korki, świadczące, że zbliżamy się do centrum. Droga raz wspina się na kolejne wzgórze, a to gwałtownie opada w dół, oddając przedsmak maratońskiego biegania. Dzięki nawigacji Here Map, którą wgraliśmy do telefonu i tabletu, docieramy do hotelu. Największym problemem jest znalezienie skrawka miejsca do zaparkowania naszego samochodu. „Jerusalem Panorama Hotel” ma tylko kilka miejsc parkingowych, a ulice są przepełnione samochodami. W Jerozolimie jest zimno, tylko 10 st. C, przy tym wieje wiatr i pada intensywny deszcz. W recepcji, po opłaceniu hotelu szybko dostajemy klucze od pokoju. Pierwsze wrażenie jakie robi hotel jest średnie. Windą dostajemy się na trzecie piętro, korytarz hotelowy i nasz pokój czasy świetności mają już za sobą, pokój posiada klimatyzację, także telewizor, niestety odbierający tylko kanały arabskie. W pokoju jest mała łazienka, z wanną i… ciepłą wodą. Biorę szybki prysznic i kładę się spać, jutro czeka nas zwiedzanie.

IMGP2684DSC01652DSC01654(powyżej zdjęcia : izraelski mur bezpieczeństwa) Ranek przywitał nas silnym wiatrem i opadami deszczu, ciężko uwierzyć, że jesteśmy w Jerozolimie. Przy śniadaniu zdecydowaliśmy co do planów na ten dzień.  Po dyskusjach zapadła decyzja, że pojedziemy nad Morze Martwe, tam liczyliśmy na lepszą pogodę. Planujemy odpocząć na plaży w Ein Gedi i korzystać z dobrodziejstw Morza Martwego oraz zwiedzić pobliską twierdzę z czasów rzymskich – Masadę, symbol niezłomności Izraela. W drodze powrotnej odbierzemy pakiet startowy z „Jerusalem Pais Arena”, gdzie z okazji maratonu w Jerozolimie odbywają się Targi Expo: Sport i Zdrowie. Opis pobytu nad Morzem Martwym i Masadzie będzie w wpisie dotyczącym zwiedzania Izraela, tutaj skupię się na pakiecie startowym.

pais arenaIMG_0323Wracając z nad Morza Martwego późnym popołudniem, postanowiłem, że odbiorę pakiet startowy. Pakiet można było odbierać od wtorku, 15 marca do czwartku 17 marca, w godz. 15.00 – 22.00 (a w czwartek do 21.00) w „Jerusalem Pais Arenie” przy ul. Derech David Banbanishty 1. Tam w ramach maratonu odbywały się Targi EXPO: Sport i Zdrowie. Same targi nie zachwyciły rozmiarem i różnorodnością. Ilość stoisk i wybór artykułów sportowych nie był za duży. Targi organizowane są w ładnej i nowoczesnej hali, w której na co dzień, organizowane są wydarzenia sportowe i koncerty. Sam odbiór pakietu startowego, przebiega sprawnie, praktycznie nie ma kolejki. Po podaniu numeru startowego i paszportu, otrzymuję reklamówkę i kopertę z numerem startowym. W reklamówce jest kilka batoników i żeli energetycznych, oraz materiały reklamowe maratonu i sponsorów. Koszulkę techniczną odbieram w innym miejscu na podstawie karteczki, wydanej przy pakiecie startowym. Koszulka New Balance jest koloru jaskrawo pomarańczowego zadrukowana symbolem maratonu oraz znakami organizatora i sponsorów. W hali jest miejsce, gdzie można przetestować sprawność chipa, umieszczonego w numerze startowym. Działa! W hali Expo spotykam kilku Polaków, uczestników maratonu, wymieniamy się spostrzeżeniami o trasie i targach. Miło jest spotkać rodaków! Organizatorzy zapraszają w czwartek, przed maratonem na Pasta Party, niestety w tym czasie zwiedzałem Betlejem i już odpoczywałem przed maratonem i nie zdecydowałem się na uczestnictwo w tej imprezie. Osoby, które uczestniczyły w tej Pasta Party chwalą organizację, wybór menu i muzykę. Mam pakiet startowy, ostatni element układanki, która umożliwia start w maratonie. Łącząc zwiedzanie z bieganiem zawsze jest za mało czasu na odpoczynek, dobre odżywianie i nawadnianie się przed biegiem. Oczywiście są także plusy: energia i moc płynąca z tych zwiedzanych miejsc, która jest bezcenna. Trudno, zawsze coś za coś… c.d.n.

zdjęcia: Piotr, Marek