Półmaraton Wtórpol: 24.08.2013 r. Skarżysko-Kamienna
Decyzja podjęta kilka tygodni temu zobowiązała mnie do wzięcia udziału w moim debiucie biegowym na trasie 21.097 km. Nic tak nie mobilizuje, jak oficjalne zarejestrowanie się na liście uczestników i ogłoszenie tego faktu „publicznie”, myślę tu o swoim blogu. Postanowienie stało się wiążące, mimo że dwa dni przed zawodami wróciłem z tygodniowego wypoczynku za granicą, podczas którego przemierzyłem kilometry tras z aparatem fotograficznym w ręku, zwiedzając zabytki, muzea, kościoły oraz obiekty sportowe…nie zapominając oczywiście o bieganiu.

Mój program przygotowawczy do maratonu z założenia jest realizowany niezależnie od tego, gdzie jestem. To jest właśnie fajne w bieganiu, że wystarczą buty i można trenować wszędzie, do tego… za darmo. Wróciłem z „wypoczynku” trochę zmęczony, ponieważ bieganie i zwiedzanie dało mi się we znaki. Dokuczał mi także lekki ból kolana.

DSC_0071W dwa dni starałem się zregenerować siły nadszarpnięte podróżą i intensywnym zwiedzaniem. Sobota zbliżała się nieubłaganie. Start zawodów był przewidziany na godzinę 12, trochę nietypowa pora jak na tego typu imprezę. Pogoda w tym dniu była dobra. Słońce co jakiś czas wychylało się zza chmur, które dość gęsto pokrywały niebo. Było ciepło, ale nie upalnie, wiał także lekki wiaterek, czyli dobre warunki biegowe. Organizatorzy XIII edycji zmienili tegoroczną trasę biegową, w porównaniu z poprzednimi odsłonami zawodów. W opinii wielu stałych bywalców tej imprezy tegoroczna trasa była trudniejsza. Składała się z dwóch pętli po 10.548 km przebiegających w większości „starą” drogą E7 do Suchedniowa. Tam był zakręt i powrót „siódemką”, gdzie odbijaliśmy w prawo, nad zalew w Rejowie, gdzie usytuowany był start i meta zawodów. Trasa opierała się w większości na długich podbiegach i równie długich zbiegach, zaś płaskich odcinków było jak na lekarstwo! To stanowiło główną trudność trasy  –  takie trochę bieganie górskie.

DSC_0117Po przybyciu nad Rejów pierwsze kroki skierowałem do biura zawodów, w celu odebrania pakietu startowego. Trudno mi porównywać poziom organizacji imprezy, ponieważ to dla mnie pierwsze wydarzenie sportowe takiej rangi w życiu, ale wszystko wyglądało ok. Rejestracja i odbiór pakietu trwała dosłownie kilka minut. Także internetowe zapisanie się na zawody było bardzo proste. Wpisowe, czyli opłata za udział w zawodach, przynajmniej do końca lipca, wynosiło tylko 45 złotych. W ramach tej kwoty otrzymałem okolicznościową koszulkę z logo XIII półmaratonu, katalog z butami sponsora, napój izotoniczny, numer startowy oraz talon na posiłek i piwo. Numer 185, który dostałem, zawierał już wbudowane chipy, które udowadniały elektronicznie obecność na trasie zawodów.

DSC_0153Warto również docenić starania organizatorów dotyczące przygotowania imprezy od strony medialnej oraz mistrzowskiej obsady wśród zaproszonych gości. Nie zabrakło tutaj gwiazd sportowych, które zawsze podnoszą rangę tego typu imprez: Jacka Wszoły i Krzysztofa „Diablo” Włodarczyka. Jeśli chodzi o uczestników biegu, Ostrowiec nie był reprezentowany zbyt licznie, wliczając cały powiat ostrowiecki, zebrało się tylko 10 zawodników. Trochę mało! Spotkałem ostrowieckich kolegów z „Biegam, bo lubię”: Marka Matysiaka, Kamila Bernackiego i Łukasza Starachowskiego. Rangę imprezy podnosili czarnoskórzy biegacze z Kenii oraz biegacze z Ukrainy. To oni podzielili między sobą miejsca na podium zarówno wśród mężczyzn jak i kobiet. Tam, gdzie są nagrody finansowe, tam są biegacze z Afryki lub Ukrainy. Takie czasy!. Oni biegają, jakby byli z innej planety: bardzo szybko!

DSC_0158Podczas zawodów towarzyszył mi i wspierał, także robił zdjęcia, mój przyjaciel Sylwek Wykrota. Dzięki! Start zaplanowano na godz. 12. Rozgrzewałem się już od godz.11.20. Lekki trucht, później trochę gimnastyki i rozciągania, znów trucht. Od godziny 11.50 ustawiliśmy się wraz z Kamilem i Markiem na starcie, tak mniej więcej w połowie stawki biegaczy. Tegoroczna edycja ściągnęła 517 uczestników – rekord frekwencji w trzynastoletniej historii tej imprezy. Start był poprzedzony wspólną rozgrzewką prowadzoną przez karateków z lokalnego klubu karate. Minęła już godzina 12, a my wciąż czekaliśmy na sygnał startowy. Kilkuminutowe opóźnienie było spowodowane sprawami technicznymi – systemu elektronicznego. Spiker sprawnie tłumaczył niedoskonałości organizacyjne. Podniecenie w tłumie biegaczy rosło. Wreszcie padł strzał startowy i wielki tłum ruszył na trasę. Z samej linii startu ruszyli zawodnicy z Kenii, Ukrainy i najszybsi Polacy. Tutaj był prawdziwy sprint. Tłum biegaczy sprawnie opuszczał linię startu /czas netto liczy się po przebiegnięciu linii startu/. Pierwsze kilkaset metrów, może kilometr, to przepychanie się w tłumie, ciasnota, ale już w ciągu kilku minut zrobiło się dość swobodnie na trasie biegu, tym bardziej, że rozpoczynał się pierwszy podbieg na E7. Wystartowałem wraz Kamilem Bernackim, który w tym dniu pobiegł na czas: 1.50. Pomyślałem dam radę! Utrzymywaliśmy tempo ok. 5 min/km. Biegło się dobrze nawet na podbiegach. Ubywał kilometr za kilometrem. Trasa była dobrze oznaczona, co jakiś czas mijaliśmy słupki odmierzające kolejne kilometry, łatwo więc było regulować tempo biegu. Jak wiadomo, udział w zawodach, odnalezienie się w tłumie biegaczy, wyzwala duże pokłady energii. Nie zdecydowałem się zjeść przed biegiem żelu energetycznego, ponieważ nigdy wcześniej nie korzystałem z tej formy wspomagającej dostarczanie energii, a bałem się ewentualnych perturbacji żołądkowych, więc zostałem przy izotoniku i wodzie. Punktów z wodą i izotonikami na trasie było sporo, starałem się przy każdym wypić chociaż po łyku napoju (tak doradzają poradniki biegowe). Dla biegnącego picie z plastikowych kubków sprawnie wkładanych w ręce przez liczne grono wolontariuszy nie jest takie proste, większość płynu się rozlewa. Ale dałem radę! Niewątpliwie przy słońcu, które na dobre pojawiło się na trasie, było dużo przyjemniej, ale czy łatwiej? Podbiegi i później zbiegania, nie wiem, co dla zawodników mniej, co bardziej skomplikowane? Ja zdecydowanie wolę biegać pod górkę! W dalszym etapie wyścigu, mijaliśmy z Kamilem kolejnych uczestników, temperatura i słońce robiły swoje. Jezdnia została podzielona dwukierunkowo, po nawrocie biegło się tą samą ulicą, więc widzieliśmy, jak dużą przewagę mają Kenijczycy i inni szybsi zawodnicy. Z kolei także i my mogliśmy obserwować, ilu zawodników pozostawiliśmy w tyle.

OLYMPUS DIGITAL CAMERANa trasie panował sportowy duch rywalizacji, najlepsi zawodnicy byli oklaskiwani przez kolegów biegaczy i licznie zebrany tłum kibiców, szczególnie na odcinku przy zalewie. To daje dodatkową siłę do walki. Zbliżał się półmetek trasy, moja przewaga nad Kamilem rosła. On sam zachęcał mnie, że jeżeli mam zapas sił, to mam biec, nie zwracając uwagi na niego. Na półmetku czułem się bardzo dobrze. Miałem wrażenie, że dopiero się rozgrzałem, że mogę przyspieszyć, mimo że tempo jak na mnie było bardzo dobre: 5 min/km. Przyspieszyłem, przykleiłem się do dwóch młodych biegaczy, którzy też mieli dobre tempo. Po zawróceniu na drugiej pętli, kiedy do mety zostało ok. 5 km i właśnie rozpoczął się długi, ostatni podbieg, poczułem, że mam jeszcze sporo sił, jeszcze przyspieszyłem, jakbym finiszował. Przez następne kilometry do mety wyprzedziłem ok. 30-40 zawodników. Biegnąc pod górę, później z górki, nawet na ostatnich 200 metrach, udało mi się wyprzedzić jeszcze kilku zawodników.
Nie umiem wytłumaczyć, skąd tyle sił w końcówce biegu. Praktycznie ani przez chwilę nie miałem kryzysu na trasie, nawet bolące przed biegiem kolano nie dokuczało. Przekroczyłem linię mety szczęśliwy, na szyi znalazł się medal, butelka wody mineralnej w dłoni. Wyłączyłem na ręku mój stoper: 1:41:20. Niedługo później SMS-em otrzymałem oficjalne wyniki i miejsce: 145, czas. 1:41:13.

DSC_0264To jest niesamowite uczucie sprawdzić się w takich zawodach, sprawdzić swój organizm, ducha walki. Tego nie da się opisać słowami, to trzeba przeżyć! Mój czas 1:41.13 brutto, 1:41:00 netto. To był mój debiut, ale także kolejny krok, który zbliża mnie do najważniejszych zawodów – 35 Maratonu Warszawskiego. Jestem już zapisany, zaryzykowałem. Mój numer startowy to 9427.

Wyniki na poszczególnych kilometrach XIII Półmaratonu Wtórpol
w Skarżysku – Kamiennej:
Miejsce: 145 (K40 – 40) DASIOS Piotr [nr startowy: 185] Ostrowiec Św.
 Punk pomiarowy / czas / miejsce                                                                                                            3 km – 00:15:16 – 202                                                                                                                                5 km – 00:24:30 – 208                                                                                                                                 8 km – 00:34:35 – 202                                                                                                                                10.3 km – 00:48:33 – 200                                                                                                                            10.5 km – 00:51:05 – 194                                                                                                                            13.5 km – 01:06:19 – 179                                                                                                                            16 km – 01:15:58 – 178                                                                                                                              18 km – 01:25:49 – 156                                                                                                                               Time – 01:41:13 – 145

Marek Matysiak zajął 75 miejsce z czasem 1:35:37                                                                          Łukasz Starachowski zajął 119 miejsce z czasem 1:39:02                                                                  Kamil Bernacki zajął 269 miejsce z czasem 1:51:53

zdjęcia Sylwek Wykrota